Who the fuck is Bon Iver?!
Opublikowano 17 lutego 2012, Brak komentarzy
Cytując chyba połowę amerykańskiego Ćwierkacza, oglądającego niedzielno-poniedziałkowe rozdanie nagród Grammy, rozpoczynam tenże jakże przyjemny, piątkowy wpis. I choć przed nami jeszcze weekend, to chyba nie przesadzę, ogłaszając Bon Ivera wykonawcą tygodnia.
Kiedy zaznajomiłam się z najważniejszymi nominacjami muzycznego odpowiednika Oskarów, nie wróżyłam Justinowi Vernonowi zdobycia statuetki, choć samym faktem nominacji byłam niezwykle uradowana. A tu, proszę – gdzieś pomiędzy modlitwami za świętej pamięci Whitney, rewelacyjnym powrotem wspaniałej Adele i raczej smutnymi niż kontrowersyjnymi egzorcyzmami Niki Mintaj wywołano go na scenę dwa razy, w kategorii najlepszy debiut i najlepszy album: alternatywa.
A, właśnie, debiut…

Ale to tak na marginesie.
Wracając jednak do tytułu i rzeszy rozszalałych internautów, którzy chyba sądzą, że jak czegoś nie znają, to rzecz ta bądź osoba istnieć nie powinna, pędzę z krótkim wyjaśnieniem, kim zacz szanowny pan z brodą jest.
Krótka, ale bogata w niezłe piosenki historia muzyka zaczęła się dosyć nietypowo, ponieważ na totalnym odludziu, w drewnianej chacie gdzieś na końcu świata, gdzie Justin Vernon zaszył się, zrezygnowany, po rozpadzie związku, zespołu i zdrowia. Tam, zaopatrzony w kilka mikrofonów, gitarę i zniewalający głos nagrał płytę „For Emma, Forver Ago”. Był rok 2007. Krążek ten może nie zrobił furory, lecz został dobrze przyjęty, co pozwoliło zebrać jeszcze kilku muzyków i tym razem już nie jako Bon Iver – solista, lecz Bon Iver – zespół nagrać płytę self-titled.
Jednak nie dziwię się Amerykanom, że nie znają autora Skinny love czy Holocene – jest to raczej artysta „drugiego obiegu”, a jego spokojne ballady jakoś niezbyt nadają się do radia. Jednak nie mogę im wybaczyć, że nie skojarzyli go z… Kanye Westem, który użył fragmentu piosenki Woods w swoim Lost in the World.
Bon Iver był trochę zmieszany, odbierając złoty gramofon; jednak co może być lepszą reklamą? Szczególnie, że będzie można zobaczyć go na żywo już na początku lipca, w ramach Open’er Festival. Na zachętę – trochę mniej słów, a więcej muzyki, już powyżej wspomnianej:
Mnie osobiście przekonuje.